10.08

wszystko miało być inaczej. a jest najpiękniej.

wrócę. jak tylko nieco ochłonę.

23.07

dziś ze strachu brakuje mi słów. jutro spotkam się z jedynym z moich najgłębszych lęków. dotknę tego, co od trzynastu lat ze wszystkich sił ukrywałam sama przed sobą, co schowałam tak głęboko, że nieledwie o tym zapomniałam. ale to było, kaleczyło i truło. i z jednej strony bardzo chciałabym stanąć twarzą w twarz z tymi chłodnymi przepaściami. a jednocześnie moje ciało zrobiłoby wszystko, żeby uciec.

20.07

dziś chciałabym mieć jak najmniej rzeczy i jak najwięcej zdjęć. 
dziś myślę, że tak byłabym zupełnie szczęśliwa: dwa kajety, dwa pióra, aparat, kilka książek, jakaś biżu. i tyle. jak u Barańczaka:

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka 
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu, 
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby 
Nie było przykro podnieść się i odejść; 
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce, 
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci, 
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć 
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki 
na inna ulicę, kontynent, etap dziejowy 
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie
czuł się jak u siebie w domu?

19.07

właściwie to nie mam ochoty nigdzie jechać. wolałabym pozapadać się w choroby, chodzić między kuchnią a pokojem i bezmyślnie patrzeć przez okno. kiedyś nie bałam się zupełnie niczego,  byłam zachłanna i nienasycona. a teraz wolałabym gnić pod kołdrą. kołdra i internet wydają mi się wystarczająco kuszące.

od wielu miesięcy usiłuję reaktywować blog sprzed wielu lat, z innego życia. brakuje mi Miłośnicy Błękitu, Abelarda, Riliana. brakuje mi lekkości, nonszalancji i niefrasobliwości. pijaństwa, braku snu i wierszy. tragicznych miłości, samobójczych przyjaciół, prochów żartych jak cukierki. czasem spotykam Filipa – oboje jesteśmy teraz śmieszni, starzy i grubi i tylko nielekko wstydzimy się, kiedy przypomni się nam poblask bezczelności i tego wszystkiego, co gdzieś pierzchło. brakuje mi jego spojrzenia, kiedy przyłapywał mnie z A. na blacie jego biurka. brakuje mi łapania za nadgarstek, potajemnych spojrzeń, spacerów nad ranem. brakuje mi zapachu tytoniu.   

myślę, że chciałabym tam wrócić. do czasów, kiedy wiele mogłam i wiele dostawałam. do swojej bezczelności. do nadmiaru.   

04.04

był taki chłopiec, który był oddechem. nauczył mnie kawy, starych książek, północy. i nagości też mnie nauczył. i czułości. i zachwytu. i był taki mężczyzna, co z tajemnicą mnie powiązał. umierania nauczył. zimnego spojrzenia, i chłodu. i jest taki mężczyzna, co światłem wypełnia.

21.02

lata temu taka sytuacja. ciśniemy na południe kradzionym audi a5 (2008, quartz grey). noc. sierpień, może maj. zimno. ukochana knajpa niedaleko obwodnicy Belgradu. i dalej, dalej, w noc. napruci, nieprzytomni. świat nam za plecami znika. może uda nam się zniknąć, umknąć. jakże pozwolić temu odejść?

17.02

zmiana polega także na tym, że już się na siebie nie złoszczę. że nie krzywdzę się za swoje nieumiejętności. dziś nicuje mnie jakiś niepochwytny smutek, może tęsknota. tęsknota za powidokiem niespełnień. niedokonań. niedomknień. pozwalam jej na to. witaj, niedoskonałości.

dziś chyba umiałabym być najzupełniej szczęśliwa. wybaczam. jestem hojna. cierpliwa. uważna. a jednak nie opłakałam jeszcze siebie takiej, jaką już nie jestem, w jaką się już nie przedzierzgnę. dziś jeszcze mi z tym trudno. uczę się nie uciekać. w prochy. do obcych miast. w chłodne ramiona. dziś mi tego brakuje. nyjącego smutku. kawy w papierowym kubku. świtów po omacku. bosych stóp na marcowym piasku. gorączki ze zmęczenia. zakrzepłej krwi w gardle. czarnych grudek na spierzchniętych ustach. jątrzących ran. poobgryzanych paznokci. długich włosów. dziś bardzo za tamtą sobą tęsknię.

25.08

wspaniale jest móc czule przyglądać się sobie i nieodmiennie dostrzegać nowe poblaski.
wspaniale jest umieć pozwolić sobie na zdziwienia.

od kilku tygodni towarzyszą mi mapa i terytorium. zanurzam się w nich, eksploruję. coraz bardziej zdystansowana wobec map, coraz czulsza wobec terytorium.

21.08

Zmiany dokonuje się w czułości.
Zmiany dokonują się w czułości.

nieodmiennie zachwyca mnie moment tego niepochwytnego przedzierzgnięcia. nic się nie zmienia, a wszystko się zmienia. zarazem. i w dwójnasób. wobec Tajemnicy język musi skapitulować.

wobec próby pochwycenia Tajemnicy w słowa język musi skapitulować. nieomal wyzbyłam się tęsknoty za tym domknięciem. powoli przyjmuję, że najczulsza próba dotknięcia niepochwytnego musi skończyć się dotkliwie. naruszona kruchość harata opuszki, odpryski rozsypują się, ułomki wpadają do oczu, rozdzierają serce. wszystko zostawia ślad.

są spotkania, są rozmowy, są czułości, które Tajemnicę przybliżają. czy raczej: przybliżają do Tajemnicy. otwierają. usposabiają. dzieje mojego zanurzania się, mojego wstępowania, mojego docierania – są dziejami czułej bliskości.

są mężczyźni pełni niepomiernych przestrzeni, przepastnej czułości. są, a odnalezieni – stają się schronieniem, stają się wytchnieniem. są mężczyźni, którzy są opowieścią.

 

 

.